Wakacje już niestety za nami. Postaram się Wam w skrócie streścić nasz krótki wypad w Karkonosze.

Z okazji wyjazdu sprezentowałam Bonie zestaw Julius K9. Wszystko po to, aby zarówno jej, jak i nam było wygodniej podczas górskich eskapad. Zestaw składa się z szelek Julius K9 IDC Power, pasa i smyczy z amortyzatorem oraz dodatkowego pasa dyspersyjnego IDC do uprzęży. Taki zestaw pozwolił nam spacerować wygodnie i bez stresu. Ze względu na dość młody wiek Bony nie pozwalaliśmy ciągnąć w szelkach. Służyły one jako wygodny dodatek podczas wędrówek nie tylko w górach, ale i czasami w mieście.

PAS I SZELKI

Wakacje minęły nam bardzo szybko, jak zresztą każde wakacje 🙂 Mieliśmy kilka przygód, ale po kolei.

Chodziliśmy na szlaki prawie codziennie, z wyłączeniem upalnych dni. Nowe zapachy były dla B. niezmiernie kuszące, ale niestety nie mogła ich zakosztować na własną łapę. Chodziła albo na długiej lince, albo na pasie z amortyzatorem, głównie dlatego, że najczęściej chodziliśmy po lasach, ale nie tylko. O tym za chwilę. Szelki i pas sprawdziły się świetnie. W osobnym poście napiszę recenzję na temat zestawu.

SZELKI

szlak

Każdego dnia B. miała masę nowych wrażeń. Nową atrakcją były konie i krowy, które codziennie widziała, również przez okno – zatrzymaliśmy się w gospodarstwie agroturystycznym, i które z niewiadomych przyczyn wzbudzały w niej wielkie emocje. Nie omieszkała również skosztować końskiego łajna, nie wiem czy jej zasmakowało, w każdym bądź razie zjadła je tylko raz 😛

bok

Atrakcji było zatem co niemiara, było wspólne łowienie ryb, kąpiele w jeziorach i górskich rzekach, mnóstwo wycieczek samochodowych itd.

wodawakacje 1Niestety podczas wyjazdu przytrafiła się nam cieczka, więc dopilnowanie tego, by majtki zawsze były na właściwym miejscu okazało się nie lada wyzwaniem. Z innymi psami nie mieliśmy problemu, ponieważ nie było ich tam zbyt wiele, a domy były od siebie dosyć oddalone. Niemniej jednak jeden piesek przybył, tyle tylko, że z samego rana znaleźliśmy go zaklinowanego w bramce. Obudziło nas szczekanie, F. z niedowierzaniem przecierał oczy. Okazało się, że mały, szorstkowłosy kundelek utknął i nie da się go wyciągnąć. Pies wiedział, że chcemy mu pomóc bo znosił nasze starania wydostania go z pułapki z anielską cierpliwością. W końcu przy pomocy narzędzi udało nam się go wydostać. Po uwolnieniu przeszedł kilka kroków i odwrócił się do nas chwilę się nam przypatrując, tak jakby chciał podziękować 🙂

Tego samego dnia podczas wędrówki znaleźliśmy na drodze poturbowane pisklę zięby. Nie mieliśmy wyboru, musieliśmy je ze sobą zabrać. Pisklak miał jeszcze na sobie ptasi puch, śmieszne odstawał mu w okolicach głowy, z tego względu nadałam mu pasującego do niego imię – Einstein. A więc Einstein spędził z nami 3 i pół doby, podczas których musieliśmy go karmić co 2-3 godziny, z wyłączeniem nocy. Zadzwoniliśmy po pomoc do Schroniska dla dzikich zwierząt w Mikołowie. Bardzo sympatyczny Pan udzielił nam wskazówek co do karmienia pisklaka i opieki nad nim. Karmiliśmy go więc gotową mieszanką oraz złapanymi owadami. Mimo podawania pokarmu w równych odstępach czasu, mały ciągle chciał jeść, czym doprowadzał nas do małego szału od rana do wieczora. Wracając do domu odwieźliśmy go do wspomnianego Azylu, mimo, że mały dał nam popalić zrobiło nam się trochę smutno, że musimy go oddać.

Einstein

Einstein 1

Podczas wakacji najbardziej podobały nam się cisza i spokój. Aczkolwiek Bona nie zawsze dała się łatwo zmęczyć, co niestety było później odreagowywane w pokoju, w szczególności, gdy było gorąco i wyjście z nią na długi spacer nie miało sensu, ponieważ tak jak my, nie lubi prażącego słońca. Zdarzały się więc małe przemeblowania w pokoju, ale suma sumarum zawsze w końcu się zmęczyła.

w pokoju

poduszka

Fajnie jest jechać na wakacje z psem, ponieważ nie trzeba się o niego martwić, można socjalizować go z nowymi sytuacjami i obiektami. Niemniej jednak nie są to takie wakacje jak bez psa. Rytm dnia trzeba dopasować do psa. Nie wszędzie można z nim wejść. Trzeba pamiętać o tym, by pies niczego nie zniszczył itd. Przyznam szczerze, że trochę byliśmy B. zmęczeni, dała nam popalić, myślę, że również przez tą cieczkę – za dużo na raz.  Nie wyobrażam sobie jednak zostawić ją w domu, jeżeli mam możliwość zabrać ją ze sobą.

Przepraszam za jakość zdjęć, niestety były robione telefonem. Obecnie jestem na etapie ciułania na aparat 😀

A czy Wy spędzaliście wakacje ze swoimi psami?

(Visited 135 times, 1 visits today)

4 komentarze on Wakacje z psem i małą ziębą…

    • Teraz wydaje się śmieszna, ale jak musieliśmy go wyciągać, to nie było nam do śmiechu. Dobrze, że był taki spokojny, mimo majstrowania przy nim 🙂

  1. To się nazywają wakacje pełne przygód nie ma co:-) Parę lat temu znalazłam pisklaka wróbla. Karmiłam go na zmianę z kuzynem, malec spał w łazience. Już, już prawie nauczył się latać, ale niestety któregoś ranka pogorszyło mu się…Strasznie mi było smutno- już się do niego przyzwyczaiłam. Dobrze rozumiem zmęczenie psiakiem. Gdy wyjeżdżałam z moim buldożkiem sama podróż była już męcząca. Oskar charczał, wymiotował w aucie. Później trzeba było uważać, by go nie przeciążyć spacerami, by nic nie zniszczył w pokoju. Niemniej jednak, gdy zostawiałam go czasem na zagraniczne wyjazdy u rodziny bardzo się denerwowałam i martwiłam. Koniec końców wolałam gdy był przy mnie. Z Ogim na razie wybrałam się tylko na jedną wyprawę do Wrocławia. Poza tym, że odwiedziliśmy lekarza, pozwoliłam sobie na kilkugodzinne zwiedzanie miasta. Było super, Ogi mimo łapki dał sobie świetnie radę. Napiszę jeszcze o tym na blogu. Miłego weekendu:)

    • My w zeszłym roku znaleźliśmy małego gołębia i niestety też nie przeżył. Ten pisklak sprawił nam więc podwójną radość 🙂 Bona podróż zniosła w miarę grzecznie. No niestety, wakacje z psem to podwójny obowiązek.